Od PR-owca do analityczki danych – rozmowa z Anną Wiatr, absolwentką kursu Data Science

Historia przebranżowienia Anny (47 lat)  jest jak filmowa opowieść. Bohaterka, po 20 latach zarządzania uznaną na rynku agencją marketingową, rzuca pracę i postanawia zostać analitykiem danych, przedstawicielką jednego z najbardziej rozchwytywanych zawodów w branży IT, który tylko pozornie nie ma nic wspólnego z dotychczasową ścieżką kariery Anny. W inspirującej rozmowie z Joanną Pruszyńską-Witkowską, wiceprezeską Future Collars, nasza bohaterka opowiada o swojej historii przebranżowienia, pomyśle na radykalną zmianę w życiu, kodowaniu w wannie i początkach pracy z danymi. 

Joanna: Aniu, jak wyglądał proces Twojej zmiany?

Anna: Od 20 lat zajmowałam się prowadzeniem agencji marketingowej w branży modowej. Zajmowałam się rozwijaniem kompetencji wewnątrz organizacji, rozwijaniem struktury, usług agencji. Pracowałyśmy z globalnymi markami i małymi projektantami. Miałyśmy wiele ciekawych wyzwań. 

W pewnym momencie, wraz z rozwojem firmy, zorientowałam się, że zajmuję się głównie zarządzaniem, formalnościami i papierami. W tym obszarze poczułam się spełniona – moja agencja w branży jest liderem na rynku, dołączyła do międzynarodowej sieci podobnych organizacji.  Dla mnie było to satysfakcjonujące, ale… już to wszystko zrobiłam i niewiele więcej miałam do osiągnięcia

Obserwowałam też naszych pracowników, którzy rozwijają się, uczą, robią karierę, czasem odchodzą i robią jeszcze ciekawsze rzeczy w innych miejscach. A ja zostaję z tym zarządzaniem. Chciałam zrobić coś jeszcze, a nie całe życie być prezeską. Nie miałam pomysłu, co by to mogło być. Zaczęłam rozglądać się na grupach programistycznych. 

Joanna: Czemu szukałaś w obszarze IT?

Anna: Czemu IT? Dla naszej agencji musiałyśmy stworzyć aplikację, która do tej pory działa – rozwijaliśmy ją od 2003 roku. Kiedy w 2013 roku skontaktowała się z nami firma amerykańska z propozycją sprzedaży ich aplikacji. Wtedy okazało się, że my już taką mamy i to od 10 lat! Rozwijanie tej aplikacji było bardzo interesujące. Świetnie się dogadywałam z programistą. 

Dodatkowo programowanie chodziło za mną przez lata. W latach 80., kiedy byłam nastolatką, wszyscy grali w gry na komputerach Atari i Spectrum. Mój tata, wykładowca politechniki, miał komputer kompletnie niekompatybilny z wymienionymi grami, a ja koniecznie chciałam je mieć. “To sobie ją napisz” – zaproponował i ja pisałam. Niestety, wtedy jeszcze te kwadraciki nie zamieniły się w żadnego kolorowego ludka. Na tym etapie straciłam zapał. 

Joanna: Co się stało, że akurat w tym momencie postanowiłaś coś zmienić? Co stało się wyzwalaczem potrzeby zmiany? Masz zobowiązania, dzieci, męża, psa i jesteś prezeską cenionej agencji…

Anna: Można zadać sobie pytanie, czego się chce, ale można też odpowiedzieć na pytanie, czego się nie chce więcej w życiu robić. Nie chciałam być osobą zarządzającą z całym mnóstwem różnych spraw do załatwienia. Chciałam się rozwinąć w kierunku eksperckim. Wcale nie pomyślałam o programowaniu na początku. Dostałam ofertę pracy wykładowcy w wyższej szkole Viamoda, co było dla mnie nowe doświadczenie. Musiałam wyjść z roli business woman i uczyć studentów. Poczułam się jak ryba w wodzie (mam nadzieję, że moi studenci to potwierdzają)  i to mi otworzyło oczy, że jest tyle różnych możliwości. Może doktorat? Może książka? Wtedy właśnie poczułam się jak dziecko w sklepie z zabawkami – nie wiedziałam sama, czego chcę. 

Oczywiście cały czas w agencji byłam potrzebna, ktoś czekał na decyzje, były realizowane projekty. Nie mogłam się tak po prostu pożegnać. Ale w pandemii Covid-19 przyszedł taki moment, gdy zamknięto sklepy i nasi klienci zaczęli ciąć budżety na projekty. Większe eventy i projekty z influencerami poszły w odstawkę. 

Okazało się, że tej pracy aż tak dużo nie ma. Po trudnym etapie, bo trzeba było poprzycinać koszty, pozmieniać umowy, pomyślałam, że jeśli nie teraz, to kiedy? Jeżeli wejdę z powrotem w rytm pracy w agencji i będę próbowała wskrzesić projekty, co jeszcze długo nie będzie możliwe, nie znajdę przestrzeni na zmianę. Może to ten czas, by zająć się sobą? Firma nie będzie mnie aż tak potrzebowała, mam świetny zespół i wspólniczkę, z którą doskonale się rozumiemy. Ona wiedziała o moich planach i wspierała mnie.

Pamiętasz? Spotkałyśmy się na spacerze. Powiedziałaś mi wtedy, żebym wybrała Data Science. Moja pierwsza myśl: “Co to jest!?”. Zaczęłam szukać informacji, skonsultowałam się z koleżanką po kursie Data Science w Future Collars i coraz bardziej wydawało mi się, że to właściwa droga. Obdzwoniłam przyjaciółki z pytaniem, czy to dobry pomysł i zyskałam ich pełne wsparcie. Zapisałam się i zdobyłam certyfikat

Joanna: Nie miałaś żadnych blokad w głowie? Nikt Cię od tego nie odwodził? 

Nie miałam blokad typu, czy sobie poradzę. Jak nie umiem, to się nauczę. Mam dość wysokie mniemanie o swoich możliwościach, co życie czasem weryfikuje 😉

To, czego nie wiedziałam, a co mnie zaskoczyło – to był bardzo intensywny kurs. Myślałam, że usiądę sobie na dwie godziny między obiadem a innymi zajęciami, ale tak się nie da. Musiałam wykonać radykalny ruch – odciąć się od pracy, zająć się na jakiś czas tylko moim przebranżowieniem

Na szczęście dostałam dobrą radę od mojej przyjaciółki, też pracującej w IT. Poradziła mi, żebym przed kursem popróbowała nauki kodowania przez aplikacje. W ten sposób miałam sprawdzić, czy to dla mnie jest ciekawe. Siedziałam więc wieczorami i kodowałam – nawet w wannie, na smartfonie. To było to! To doświadczenie bardzo mi się przydało. Pewne rzeczy, zakres wiedzy, są lekko onieśmielające na starcie. 

Joanna: Czyli warto wcześniej korzystać z tych darmowych materiałów, kursów dostępnych w Internecie, tutoriali i blogów!

Anna: Trzeba się zorientować, czego się będziemy uczyć. Na bootcampie jest ogromna praca po naszej stronie, a mentor jest po to, żeby skonsultować nasze działania. To nie jest szkoła, gdzie wszystko jest wyłożone, napisane na tablicy… Nikt nie kontroluje naszych działań.. Ważna jest samodyscyplina, więc warto wiedzieć, z czym się będziemy mierzyć. Oczywiście mentor bardzo pomaga, tłumaczy i kieruje, jeżeli mamy problem z wykonaniem jakiegoś zadania. To bardzo ważny element kursu. 

Joanna: Osoby zainteresowane poszczególnymi kursami pytają, jakie trzeba mieć predyspozycje i jak je sprawdzamy. Pytamy o to naszych mentorów, ale oni zgodnie mówią, że nie ma takich kompetencji bazowych, każdy może się nauczyć wszystkiego, bo to kwestia motywacji i determinacji oraz poświęconego czasu. Aniu, zaczęłaś coś od nowa – jakie to uczucie?

Anna: Bardzo odświeżające. Matematykę ostatnio miałam w liceum i powrót do matematycznych wzorów na początku nieco przerażał. I tu od razu dodam, że nie chodziło o to, żeby się tego wszystkiego nauczyć, nie chce nikogo odstraszyć. Jednocześnie z bootcampem Data Science Future Collars robiłam amerykański kurs, gdzie było bardzo dużo zadań. Te zadania bardzo mi pomagały, bo były uzupełnieniem wiedzy z kursu.  Tam nie dało się przejść do następnego etapu, jeśli czegoś się nie zrobiło. 

Dodatkowo satysfakcjonujące było to, że od czasów studiów nie uczyłam się aż tak intensywnie, a mimo to mój umysł dawał radę. Czułam przypływ energii i dzięki temu z radością codziennie rano siadałam do komputera. Było lato, urlopy, a ja, zamiast siedzieć na plaży, pisałam kody. Nie zmuszałam się, to była duża przyjemność.

Joanna: Jak zmienił się proces nauki od czasu Twoich studiów? 

Anna: Za moich czasów studenckich nie było żadnego online. Różnica polega na tym, że podczas studiów nie wie się, co ta wiedza da w życiu. Na bootcampie miałam tak, że zaczęłam myśleć, że to bardzo przyszłościowy zawód, Wiem, że nawet marketing nie obejdzie się bez analityków danych. Od razu przekładałam sobie na praktykę te rzeczy, których się uczyłam i zastanawiałam się, gdzie mi się to przyda w zawodzie. 

Mentora mogłam od razu podpytywać, jak to się dzieje w firmie – skąd mają dane, kto wydaje decyzje, jak wygląda całe zaplecze ich działania. To są ludzie, którzy na co dzień pracują w firmach i pokazują praktyczną stronę tego, czego uczą. 

Joanna: Na kursach Future Collars nie zalicza się bootcampu, jeśli nie ukończy się projektu zespołowego. To może być trudne: zespół jest rozproszony, nie ma kontaktu bezpośredniego. Jak się odnalazłaś w takiej formie pracy? 

W naszym zespole bardzo się wspieraliśmy, ale nie była to współpraca na bieżąco. Nie mam problemu z uczeniem zdalnym, bo sama uczyłam studentów w ten sposób. Czuję się w tym dobrze i to mnie nie blokowało. 

Podczas pandemii bardzo szybko nabyliśmy kompetencję komunikacji online, wszyscy w to gładko weszli. Już chyba się nie da inaczej. Jest to nawa normalność. 

Joanna: Zrobiłaś w swoim życiu przestrzeń na coś nowego, zdecydowałaś się na rozwinięcie swoich kompetencji w kierunku Data Science, skończyłaś kurs i… co dalej?

Anna: Dla mnie to się potoczyło szybko i dość niespodziewanie. Znalazłam pracę w ciągu półtora miesiąca od zakończenia kursu. Miałam dwie możliwości – pierwsza z nich to zostanie Data Scientistem w obojętnie jakiej firmie. Druga opcja to szukanie obszarów marketingu, gdzie mogłabym wykorzystać nowe kompetencje. 

Odpowiadałam na ogłoszenia o pracę, licząc na staż, nawet darmowy i na to, że za pół roku będę mogła wejść o szczebel wyżej. Jednocześnie miałam otwartą głowę na stanowiska marketingowe z możliwością wykorzystania nowej wiedzy. Bardzo intensywnie pracowałam networkingowo, rozmawiałam z ludźmi, zaczepiałam ludzi na LinkedInie i starała się komunikować moje kompetencje. 

Dostałam propozycję od znajomej, która zna moje kompetencje marketingowe i umiejętności miękkie. Pracuję już od półtora miesiąca, zajmuję się działalnością marketingową, ale bazująca na danych. Rozmawiam z działami IT, działami związanymi z ryzykiem (finanse) i ze sprzedażą, marketingiem. Próbuję spiąć wszystkie dane, które mogę uzyskać, by móc zaprojektować skuteczny marketing. 

Jestem w procesie konsumowania mojej wiedzy i sprawiania, że będzie użyteczna. Więcej będę w stanie powiedzieć za pół roku. Na razie jestem bardzo podekscytowana, że uczę się nowych rzeczy.

Joanna: Zawód Data Science w USA w rankingu dotyczącym satysfakcji zajmuje pierwsze miejsce ze względu na prestiż eksperta i doradcy. Ponadto dane to nowa ropa – bardzo są cenne. Czy znajoma, która Cię zatrudniła, nie obawiała się tego, że jesteś tylko po kursie, bez znajomości branży i bez studiów kierunkowych?

Anna: Ja miałam jednak trochę szczęścia. Cały czas podkreślałam, że nie chcę pracować w klasycznym marketingu, chciałam pracować z danymi. Inna koleżanka z doświadczeniem w HR uświadomiła mi, że nie będę pierwszym wyborem, jeśli będę wysyłała aplikację o pracę na stanowisko analityka danych. Widać w CV, że byłam prezeską, marketingowcem, że dopiero startuję w nowym obszarze. 

Dlatego tak ważny jest networking, LinkedIn, rozmowy – z każdym. Komunikujcie o tym, co potraficie. Nie ma co liczyć na to, że coś się samo zadzieje. Osoby w pewnym wieku (ja mam 47 lat) muszą trochę się wspomóc wiedzą, którą już mają. Poprzednie doświadczenie i kompetencje są bardzo cenne w procesie przebranżowienia. Warto też pamiętać, że jeśli kiedyś masz coś zmienić – to chyba teraz, bo młodszy/a nie będziesz. 

Joanna: Jak się czujesz dzisiaj?

Anna: Czuję się bardzo dobrze. Cieszę się z tej zmiany – miniony rok był bardzo trudny, a dzięki temu, że jestem w tym miejscu, mam dużą satysfakcję. Nawet jeśli nie będę typowym Data Scientistem, a będę pracować z takimi ekspertami, to jestem szczęśliwa.

Joanna: Co teraz powiedziałabyś samej sobie sprzed roku?


Anna: Jeśli gdzieś w twojej głowie przewija się myśl o zmianie, najprawdopodobniej trzeba jej dokonać. Trzeba się zastanowić, jakie obszary cię interesują, żeby nie zostawiać zmiany przypadkowi. Nie trzeba się bać. Najgorzej jest, gdy życie cię zmusi do zmiany, lepiej podjąć decyzję świadomie.