Java Developer vs. Wirtualna Asystentka, czyli moja błyskawiczna kariera w IT. Historia Joanny Figiel-Polko

Dałam się porwać idealnej wizji pracownika w branży IT. Specjalizacja, fachowość, praca zdalna i niezależność kusiły mnie już dawno, a ponieważ rynek informatyczny w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie, poniosła mnie fantazja - wyobraziłam sobie siebie w niedalekiej przyszłości jako programistkę pracującą “na swoim”. Byłam gotowa na zmiany i na naukę, nie przewidziałam jednak kilku rzeczy.

Dałam się porwać idealnej wizji pracownika w branży IT. Specjalizacja, fachowość, praca zdalna i niezależność kusiły mnie już dawno, a ponieważ rynek informatyczny w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie, poniosła mnie fantazja – wyobraziłam sobie siebie w niedalekiej przyszłości jako programistkę pracującą “na swoim”. Byłam gotowa na zmiany i na naukę, nie przewidziałam jednak kilku rzeczy.

 

Krok pierwszy – decyzja

Zrobiłam szybki (ale bardzo porządny) research w sieci odnośnie do wymagań, jakie musi spełnić kandydat na programistę, sprawdziłam, gdzie można pracować, czym konkretnie się zajmować i jakie są rokowania na przyszłość dla branży.

Natychmiast oczyma wyobraźni zobaczyłam się przed komputerem zaciekle kodującą jakiś wyjątkowo dobrze zapowiadający się program. Dodać muszę, że byłam w tym czasie na zawodowym i życiowym rozdrożu. Nie byłam pewna, co robić dalej ze swoim zawodowym życiem nauczycielki polonistki. Wiedziałam tylko, że za kilka miesięcy moja rodzina powiększy się o drugiego do kompletu potomka. To była baza wyjściowa.

 

Krok drugi – organizacja

Sytuacja życiowa spowodowała, że nie zawsze chcieć to móc – stacjonarne szkolenie odpadało ze względów logistycznych, samodzielne uczenie się w czasie, kiedy drzemka i przekąska wygrywały ze wszystkim innym (ot, życiowe sprawy), nie wchodziło w grę.

Wybór padł na kurs całkowicie zdalny. Na szczęście trafiłam do świetnej firmy szkoleniowej, której zaplecze techniczne i organizacyjne wbiło mnie w fotel z zachwytu (nie wiem, jak jest w innych firmach szkoleniowych pod kątem komunikacji i wsparcia, ale bez przesady podkreślę, że byłam zachwycona). Kurs zakładał ponad 600 godzin ciężkiej roboty, kilka miesięcy spotkań, lekcji, mentoringu i programowania. I jak się okazało – niespania.

 

Krok trzeci – wzloty

Java dla mnie to język fascynujący, ale piekielnie trudny. Jestem filologiem z wykształcenia, więc wszelkie zagadnienia matematyczne, mgliście przeze mnie pamiętane (albo i nie) z liceum pomagał opanować mi mój mąż-inżynier.

Jednak kiedy pierwsze działające linijki kodu wychodziły spod moich (zdziwionych) palców – byłam zafascynowana możliwościami tego języka. To było cudowne, kiedy po wpisaniu komendy wszystko na konsoli działo się samo. No magia!

Niestety, aby działo się samo, trzeba było pilnie się uczyć, szukać, pytać, ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz płakać nad tym, co niezrozumiałe. Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam mentorów Pawła i Łukasza, którzy z niespotykaną wprost cierpliwością i stoickim spokojem tłumaczyli mi kolejny raz to samo. To, co z pewnością osiągnęłam na tym kursie:

  • kilka działających programów, np. śliczną choinkę z gwiazdek, program sprawdzający, czy podany numer należy do ciągu Fibonacciego albo doskonale sformatowany trójkąt Pascala. Czy któraś moich koleżanek – polonistek wie, co to jest? Mnie nigdy wcześniej nie śniły się takie kombinacje;
  • jeszcze większą pokorę w stosunku do fachu nauczyciela – ileż razy w szkolnej karierze chciałam krzyknąć do ucznia: “jak możesz tego nie rozumieć?”, a tu wręcz czułam, że mentorzy mogliby to powiedzieć i sto razy do mnie, ale uprzejmie powtarzali jeszcze raz;
  • przekonanie, że programowanie jest dla każdego, ale nie każdy nadaje się na programistę;
  • satysfakcję, że spróbowałam. To jest świetne uczucie, bo jak spadać, to z wysokiego konia.

 

Krok czwarty – upadki

Bootcamp Java Developer podzielony jest na dwie części. Pierwsza z nich zakłada samodzielne uczenie się i wykonywanie zadań pod bacznym okiem mentorów dostępnych niemal cały czas.

Drugi etap to programowanie w zespole z wykorzystaniem metodyki zwinnej w zarządzaniu projektem. Mentor staje się właścicielem projektu, zamawia program, zespół programuje. Aby przejść do tej części kursu, niezbędne jest zaliczenie wcześniejszych zadań. Ja na tym etapie poległam – zabrakło nieco do zaliczenia szkolenia, a poza tym moja sytuacja zdrowotna zaczęła się poważnie komplikować. Już nie byłam w stanie spędzać tak wiele czasu przy komputerze, moja potencjalna grupa projektowa nie skorzystałaby na mojej obecności. Po analizie wszelkich za i przeciw, biorąc pod uwagę niemałe koszty samego kursu i czas, który już poświęciłam na naukę (w tym czas i zaangażowanie mojej rodziny), podjęłam decyzję o przerwaniu kursu. Dostałam czas na zastanowienie się, wiele wsparcia ze strony zespołu Future Collars, ale nie zaryzykowałam kolejny raz. Z żalem moja wizja o programowaniu rozpłynęła się w jesiennej mgle.

 

Krok piąty – co dalej?

Wiele godzin pracy i nieco środków finansowych poszło na marne? Nie umiałam się z tym pogodzić. Poczucie porażki, że mi się nie udało, odebrało mi na jakiś czas motywację do jakiegokolwiek działania. Aż do momentu, kiedy postanowiłam porozmawiać z Pauliną, przedstawicielką firmy szkoleniowej. Olśnienie. Chociaż propozycja kursu Wirtualna Asystentka & Social Media Ninja na początku nie wzbudziła mojego zainteresowania, wysłuchałam Pauliny do końca. Wirtualna Asystentka do tej pory kojarzyła mi się z robotami w sklepach obuwniczych online pytającymi, czy mogą pomóc mi w doborze rozmiaru. Oczywiście musiałam się zastanowić, zrobić kolejny research i wtedy zdecydować. Czytałam, szukałam, zastanawiałam się i w końcu podjęłam decyzję.

 

Krok szósty – pierwsze wrażenie

Pierwsza lekcja z Elą uświadomiła mi, że jestem na swoim miejscu. Pracy przede mną było dużo, trzymiesięczne maleństwo na rękach, dwulatek domagający się uwagi i wiele wiedzy merytorycznej, znów wsparcia i motywacji do działania – tak zaczęłam swoją karierę jako Wirtualna Asystentka.

Zaczęłam od gromadzenia wiedzy, opracowania oferty, stworzenia strony internetowej. Potem przyszedł czas na spotkanie Doris i Ani. Dzieci rosły, moja wiedza i pewność siebie również. To przemiłe uczucie, że mimo różnych wzlotów i upadków, można rozwijać się i znaleźć swoje miejsce, dało mi ogromnego kopa energetycznego.

 

Kolejne kroki przede mną…

Pierwsze zlecenia pokazały mi, że wiem, co robię. Moje doświadczenie z wcześniejszych miejsc pracy to mój ogromny kapitał, szkolenie z Future Collars pozwoliło mi poukładać w głowie swoje umiejętności, preferencje i zadbać o specjalizację w ramach szerokiej oferty.

Cieszę się z doświadczenia programistycznego i odgrażam się mężowi, że wrócę do tematu. Póki co czerpię satysfakcję z tego, kim jestem, co robię i jakie mam plany rozwoju.

Więcej o naszej absolwentce przeczytasz tutaj:

https://www.joannapolko.pl/
https://www.linkedin.com/in/joanna-figiel-polko-0946b719b/

Nie jesteś przekonany czy kurs jest dla Ciebie?

Pomożemy Ci podjąć dobrą decyzję.

Zobacz jeszcze więcej historii
Justyna

„Jestem ciekawa, co wyniknie z tej fuzji pracy naukowej i Data Science” – rozmowa z Justyną, absolwentką kursu Data Science

Czym zajmowałaś się przed rozpoczęciem pracy w IT? Wcześniej zajmowałam się pracą naukową. Robiłam doktorat związany z biomateriałami na Politechnice Warszawskiej na Wydziale Inżynierii Materiałowej. Główną tematyką mojej pracy była modyfikacja powierzchni stopu z pamięcią kształtu NiTi w aspekcie zastosowań na implanty kardiologiczne. Niedługo po obronie doktoratu urodziła się moja druga córka i miałam naturalną „Jestem ciekawa, co wyniknie z tej fuzji pracy naukowej i Data Science” – rozmowa z Justyną, absolwentką kursu Data Science

Jolanta

„Nigdy nie jest za późno na zmiany – trzeba dać sobie tylko szansę!” – historia Jolanty, która po dwóch tygodniach od zakończenia kursu zaczęła nową pracę w IT

Czym zajmowałaś się przed przebranżowieniem i czy doświadczenie pomogło Ci w procesie zmiany zawodowej? Przez prawie 30 lat pracowałam w dużej firmie telekomunikacyjnej i zajmowałam się procesami. Brałam też udział w wielu projektach jako ekspert w tym obszarze. Bezpośredni kontakt z ludźmi z organizacji, jak i kontrahentami, pomógł mi w zmianie zawodowej. Współpraca, wypracowywanie kompromisów, „Nigdy nie jest za późno na zmiany – trzeba dać sobie tylko szansę!” – historia Jolanty, która po dwóch tygodniach od zakończenia kursu zaczęła nową pracę w IT

Ola Gospodarek

Z wydawnictwa do wymarzonego stażu w IT – historia Oli, która po 40-tce postanowiła zmienić branżę na IT

Czym zajmowałaś się przed przebranżowieniem i czy doświadczenie pomogło Ci w procesie zmiany zawodowej? Cała moja kariera zawodowa była związana z książkami. Przez kilkanaście lat pracowałam jako Product Manager w wydawnictwie. Praca w IT pod wieloma względami jest inna, ale cechą wspólną jest praca z ludźmi. Kiedy w wydawnictwie pojawiał się nowy autor, moją rolą Z wydawnictwa do wymarzonego stażu w IT – historia Oli, która po 40-tce postanowiła zmienić branżę na IT